Z głębokiego snu wyrwał mnie dźwięk oklasków.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że wszyscy stoją i próbują dostać się do swoich
bagaży podręcznych.
- Latanie nie jest dla mnie, a przynajmniej nie takie, które trwa 23 godziny. – usłyszałam głos mamy za mną. – Ef, weź swoją rzeczy i poczekaj na nas przed samolotem.
Wzięłam od taty torebkę i powędrowałam na przód samolotu. Koło wyjścia stała jak zawsze uśmiechnięta stewardessa. Jak one mogą się tyle uśmiechać? Widać, że robią to na siłę. Ale taki ich zawód, muszą być miłe dla pasażerów, tak żeby wszyscy byli zadowoleni, jednak ten nienaganny strój, włosy i mina są lekko przytłaczające. Po wyjściu na świeże powietrze od razu oślepił mnie blask słońca. Nic dziwnego, przecież było samo południe. Wyjęłam okulary przeciwsłoneczne z torebki i rozejrzałam się w około. Panoramę tworzyły wysokie wieżowce, których czubki sięgały nieskazitelnie błękitnego nieba. Nie zauważyłam, kiedy obok mnie byli już rodzice. Przeszliśmy przez wszystkie bramki bez większych problemów, gdyż wszyscy znamy bardzo dobrze angielski. Po odebraniu bagaży wyszliśmy na główną halę lotniska, która była po prostu ogromna. Masa ludzi szła w różnych kierunkach. Wszyscy ciągnęli swoje i walizki i spieszyli się albo do wyjścia albo na samolot. Po prawej stronie stała grupka osób, które trzymały w rękach kawałek tektury z wypisanymi imionami osób, na które zapewne czekają. Przepchaliśmy się przez tłum i wyszliśmy na zewnątrz. Tato złapał jedną z tych popularnych żółtych taksówek. Oddaliśmy bagaże do bagażnika i zajęliśmy miejsce. Otworzyłam okno, żeby widzieć gdzie jedziemy. W sumie to nie wiedziałam, gdzie będziemy mieszkać, ale domyślałam się, że albo w jednym z większych mieszkań, albo w jakimś skromnym domu. Nie myślałam o tym w tej chwili. Szybko wyjechaliśmy na główną drogę. W oddali można było zobaczyć kontury drapaczy chmur i kilku apartamentowców. Nie widziałam wielu drzew, zaledwie kilka przez całą nasza trasę. Po prawie półgodzinnym korku pojawiły się duże, zielone szyldy z napisami np. Exit 48, Division St. 1 mile. Czułam się co najmniej jak w filmie. Po około kwadransie zaparkowaliśmy. Gdy wysiadłam moim oczom ukazał się duży biały dom, z równo przystrzyżonym ogrodem i podjazdem. Popatrzyłam na mamę ze zdziwieniem.
- To jest nasz dom?
- Najwidoczniej. Tato dostał ten adres od swojej nowej firmy. To ona go kupiła. Pomóż mu z walizkami.
Wypakowaliśmy swoje rzeczy z auta i ruszyliśmy w stronę bramki. Szłam po małym chodniczku prowadzącym w stronę drzwi i nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieję.
- WOW!
- WOW – powtórzyłam. Moim oczom ukazało się wspaniale urządzone wnętrze domu. Wchodziło się dużego pomieszczenia, wyłożonego panelami. Ściany pokryte były beżową farbą. Po prawej stronie telewizor plazmowy zawieszony na ścianie, naprzeciw niego skórzana sofa. Trochę dalej kuchnia. Nowoczesne meble i urządzenia kuchenne wydawały się jak z gazetki IKEI. Po lewej stronie brązowe drzwi, które przesuwało się „w ścianę” aby otworzyć. Za nimi kryła się sypialnia. Na środku duże, małżeńskie łoże. Pościel przykryta satynową narzutą. Ściany w kolorze także beżowym dopełniały obrazy w stylu vintage. Naprzeciwko łóżka ciemno brązowa szafa z dużym lustrem. Okna były do połowy przykryte roletami. Obok sypialni, łazienka. Kafelki na ścianach i podłodze. Toaleta, prysznic, duże prostokątne lustro i półka pod nim. Na jej środku znajdowała się umywalka przypominająca dużą miskę. Naprzeciwko głównego wejścia drewniane schody prowadzące na piętro. Na korytarzu lustro na ścianie i czarno-biały zegar. Następnie łazienka, podobna do tej na dole tyle, że posiadała jeszcze wannę i była nieco większa. Naprzeciwko niej takie same drzwi jak na dole. Prowadziły one do mojego raju. Jasno pastelowo fioletowe ściany, na których zawieszone obrazy z motywami NYC. Naprzeciw drzwi łózko, przykryte narzutą, na którym znajdowało się dużo kolorowych poduszek. Za . nim na ścianie wisiały dwie lampy ścienne. Po prawej biała komoda z trzema szufladami, obok której wisiała także lampa ścienna, tym razem przypominająca podświetloną tablice z literami u okulisty. Po lewej również białe biurko z szarym krzesłem. Za biurkiem całą ścianę pokrywały ogromne okno i drzwi na spory balkon. Pomiędzy oknem a łóżkiem stała wysoka szafka szkolna (taka jak na amerykańskich filmach). Obok komody zauważyłam jeszcze jedne drzwi. Prowadziły one do dużej garderoby, rodem z amerykańskich filmów. W końcu od dzisiaj mieszkałam w Ameryce! Dużo wieszaków i półek na buty, tudzież torebki. Obok mojego pokoju znajdowały się jeszcze jedna sypialnia, nieco mniejsza o podobnym wystroju oraz mini siłownia, w której znajdował się rowerek, bieżnia i inne przyrządy do ćwiczeń.
- Córeczko, zejdź na dół. – głos mamy wyrwał mnie z transu w jakim się znajdowałam. – Jak Ci się podoba Twój nowy pokój ?
- Niesamowity! W życiu o takim nawet nie śniłam.
- To dobrze. Odśwież się, a ja zrobię coś do jedzenia.
Wzięłam zimny prysznic. Nie mogło do mnie dojść, ż to mój dom. Ubrałam ulubiony podkoszulek i spodenki. Nie zorientowałam się, że już dochodzi dochodzi 16. Zjadłam obiad i wypakowałam walizkę. Dość szybko mi to poszło. Otworzyła laptopa, żeby napisać do Cass. W Polsce była już noc, lecz pomimo snu w samolocie, chciało mi się spać. Wiedziałam, że dzisiaj nigdzie nie pójdziemy więc nastawiłam budzik, włożyłam słuchawki do uszu i zasnęłam. Rano obudziła mnie melodia Janoskians – Set This World On Fire. Przetarłam oczy i niechętnie wyszłam z pod kołdry. Umyłam zęby, ubrałam się i zeszłam na dół. Mama układała książki na półce, a tato wyszedł już do pracy.
-Dzień dobry kochanie! Jak się spało?
- Cześć. Dobrze, wygodne to łóżko. Co na śniadanie?
- Może omlet z szynką i pomidorem?
- Mmm. Brzmi świetnie.
Po śniadaniu poszłam do „siłowni”. Puściłam muzykę na głośnikach i spędziłam tam prawie 3 godziny! Wzięłam prysznic i weszłam na laptopa. Wieczorem, gdy tato wrócił z pracy, poszliśmy zobaczyć okolicę. Mieszkamy z spokojnej dzielnicy z miłymi sąsiadami, stosunkowo blisko Central Parku i stacji metra.
Tak zleciały mi prawie całe wakacje. Codziennie ćwiczyłam i chodziłam z mamą na basen żeby zrzucić zbędne kilogramy, a wieczorami poznawałam miasto.
- Latanie nie jest dla mnie, a przynajmniej nie takie, które trwa 23 godziny. – usłyszałam głos mamy za mną. – Ef, weź swoją rzeczy i poczekaj na nas przed samolotem.
Wzięłam od taty torebkę i powędrowałam na przód samolotu. Koło wyjścia stała jak zawsze uśmiechnięta stewardessa. Jak one mogą się tyle uśmiechać? Widać, że robią to na siłę. Ale taki ich zawód, muszą być miłe dla pasażerów, tak żeby wszyscy byli zadowoleni, jednak ten nienaganny strój, włosy i mina są lekko przytłaczające. Po wyjściu na świeże powietrze od razu oślepił mnie blask słońca. Nic dziwnego, przecież było samo południe. Wyjęłam okulary przeciwsłoneczne z torebki i rozejrzałam się w około. Panoramę tworzyły wysokie wieżowce, których czubki sięgały nieskazitelnie błękitnego nieba. Nie zauważyłam, kiedy obok mnie byli już rodzice. Przeszliśmy przez wszystkie bramki bez większych problemów, gdyż wszyscy znamy bardzo dobrze angielski. Po odebraniu bagaży wyszliśmy na główną halę lotniska, która była po prostu ogromna. Masa ludzi szła w różnych kierunkach. Wszyscy ciągnęli swoje i walizki i spieszyli się albo do wyjścia albo na samolot. Po prawej stronie stała grupka osób, które trzymały w rękach kawałek tektury z wypisanymi imionami osób, na które zapewne czekają. Przepchaliśmy się przez tłum i wyszliśmy na zewnątrz. Tato złapał jedną z tych popularnych żółtych taksówek. Oddaliśmy bagaże do bagażnika i zajęliśmy miejsce. Otworzyłam okno, żeby widzieć gdzie jedziemy. W sumie to nie wiedziałam, gdzie będziemy mieszkać, ale domyślałam się, że albo w jednym z większych mieszkań, albo w jakimś skromnym domu. Nie myślałam o tym w tej chwili. Szybko wyjechaliśmy na główną drogę. W oddali można było zobaczyć kontury drapaczy chmur i kilku apartamentowców. Nie widziałam wielu drzew, zaledwie kilka przez całą nasza trasę. Po prawie półgodzinnym korku pojawiły się duże, zielone szyldy z napisami np. Exit 48, Division St. 1 mile. Czułam się co najmniej jak w filmie. Po około kwadransie zaparkowaliśmy. Gdy wysiadłam moim oczom ukazał się duży biały dom, z równo przystrzyżonym ogrodem i podjazdem. Popatrzyłam na mamę ze zdziwieniem.
- To jest nasz dom?
- Najwidoczniej. Tato dostał ten adres od swojej nowej firmy. To ona go kupiła. Pomóż mu z walizkami.
Wypakowaliśmy swoje rzeczy z auta i ruszyliśmy w stronę bramki. Szłam po małym chodniczku prowadzącym w stronę drzwi i nie wierzyłam, że to naprawdę się dzieję.
- WOW!
- WOW – powtórzyłam. Moim oczom ukazało się wspaniale urządzone wnętrze domu. Wchodziło się dużego pomieszczenia, wyłożonego panelami. Ściany pokryte były beżową farbą. Po prawej stronie telewizor plazmowy zawieszony na ścianie, naprzeciw niego skórzana sofa. Trochę dalej kuchnia. Nowoczesne meble i urządzenia kuchenne wydawały się jak z gazetki IKEI. Po lewej stronie brązowe drzwi, które przesuwało się „w ścianę” aby otworzyć. Za nimi kryła się sypialnia. Na środku duże, małżeńskie łoże. Pościel przykryta satynową narzutą. Ściany w kolorze także beżowym dopełniały obrazy w stylu vintage. Naprzeciwko łóżka ciemno brązowa szafa z dużym lustrem. Okna były do połowy przykryte roletami. Obok sypialni, łazienka. Kafelki na ścianach i podłodze. Toaleta, prysznic, duże prostokątne lustro i półka pod nim. Na jej środku znajdowała się umywalka przypominająca dużą miskę. Naprzeciwko głównego wejścia drewniane schody prowadzące na piętro. Na korytarzu lustro na ścianie i czarno-biały zegar. Następnie łazienka, podobna do tej na dole tyle, że posiadała jeszcze wannę i była nieco większa. Naprzeciwko niej takie same drzwi jak na dole. Prowadziły one do mojego raju. Jasno pastelowo fioletowe ściany, na których zawieszone obrazy z motywami NYC. Naprzeciw drzwi łózko, przykryte narzutą, na którym znajdowało się dużo kolorowych poduszek. Za . nim na ścianie wisiały dwie lampy ścienne. Po prawej biała komoda z trzema szufladami, obok której wisiała także lampa ścienna, tym razem przypominająca podświetloną tablice z literami u okulisty. Po lewej również białe biurko z szarym krzesłem. Za biurkiem całą ścianę pokrywały ogromne okno i drzwi na spory balkon. Pomiędzy oknem a łóżkiem stała wysoka szafka szkolna (taka jak na amerykańskich filmach). Obok komody zauważyłam jeszcze jedne drzwi. Prowadziły one do dużej garderoby, rodem z amerykańskich filmów. W końcu od dzisiaj mieszkałam w Ameryce! Dużo wieszaków i półek na buty, tudzież torebki. Obok mojego pokoju znajdowały się jeszcze jedna sypialnia, nieco mniejsza o podobnym wystroju oraz mini siłownia, w której znajdował się rowerek, bieżnia i inne przyrządy do ćwiczeń.
- Córeczko, zejdź na dół. – głos mamy wyrwał mnie z transu w jakim się znajdowałam. – Jak Ci się podoba Twój nowy pokój ?
- Niesamowity! W życiu o takim nawet nie śniłam.
- To dobrze. Odśwież się, a ja zrobię coś do jedzenia.
Wzięłam zimny prysznic. Nie mogło do mnie dojść, ż to mój dom. Ubrałam ulubiony podkoszulek i spodenki. Nie zorientowałam się, że już dochodzi dochodzi 16. Zjadłam obiad i wypakowałam walizkę. Dość szybko mi to poszło. Otworzyła laptopa, żeby napisać do Cass. W Polsce była już noc, lecz pomimo snu w samolocie, chciało mi się spać. Wiedziałam, że dzisiaj nigdzie nie pójdziemy więc nastawiłam budzik, włożyłam słuchawki do uszu i zasnęłam. Rano obudziła mnie melodia Janoskians – Set This World On Fire. Przetarłam oczy i niechętnie wyszłam z pod kołdry. Umyłam zęby, ubrałam się i zeszłam na dół. Mama układała książki na półce, a tato wyszedł już do pracy.
-Dzień dobry kochanie! Jak się spało?
- Cześć. Dobrze, wygodne to łóżko. Co na śniadanie?
- Może omlet z szynką i pomidorem?
- Mmm. Brzmi świetnie.
Po śniadaniu poszłam do „siłowni”. Puściłam muzykę na głośnikach i spędziłam tam prawie 3 godziny! Wzięłam prysznic i weszłam na laptopa. Wieczorem, gdy tato wrócił z pracy, poszliśmy zobaczyć okolicę. Mieszkamy z spokojnej dzielnicy z miłymi sąsiadami, stosunkowo blisko Central Parku i stacji metra.
Tak zleciały mi prawie całe wakacje. Codziennie ćwiczyłam i chodziłam z mamą na basen żeby zrzucić zbędne kilogramy, a wieczorami poznawałam miasto.
***
- Kochanie, za po jutrze idziesz
do szkoły. Co powiesz na zakupy? Masz tak duża garderobę, a tak mało ubrań.
Trzeba kupić nowe rzeczy.
- Z chęcią. Daj mi pół godziny.
Za ten czas zdążyłam się ubrać i pomalować. Do Centrum Handlowego mamy pół godziny samochodem, ale razem z korkami zejdzie do godziny. Nie sądziłam, że tak wielką ulgę mogą sprawić ulotki z mapką CH. Tutaj były one naprawdę ogromne i nietrudno było się w nich zgubić. Dwa pietra budynku zajmowały sklepy odzieżowe, kolejne piętro było obłożone obuwniczymi, następnie drogerie i apteki, na końcu zaś znajdowały się kawiarnie i fast- foody. Cieszyłam się, że postanowiłam ubrać Conversy. W innych butach nogi zaraz by mnie rozbolały. Na pierwszych dwóch piętrach spędziłyśmy niecałe 3 h. Dziesiątki sklepów wypełnionych po brzegi ubraniami. Na kolejnych kondygnacjach poszło trochę szybciej. Po 5 h nareszcie poszłyśmy coś zjeść.
- Zadowolona z zakupów?
- Bardzo. Już mam plan co założyć pierwszego dnia. Ale cały czas kusi mnie żeby wrócić po tamtą torbę. Tylko nie mogę się zdecydować na kolor. Czarna będzie bardziej uniwersalna, ale ta miętowa jest śliczna. A Ty którą byś wybrała?
- Obie są ładne, ale to Twój wybór. Nie mam siły wracać do sklepu. Masz pieniądze i idź i ją kup, a ja poczekam tutaj.
- OK. Zaraz wracam.
Szłam schodami na dół zastanawiając się nad kolorem torebki. Gdy doszłam pod sklep nie byłam ciągle zdecydowana. Wzięłam obydwie sztuki do ręki wyobrażając sobie, która będzie mi bardziej pasować.
- Czarna lepsza. – usłyszałam za sobą. – Zresztą miętową będzie miało pół dziewczyn w szkole.
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego wzrostu, szczupłą brunetkę z zielonymi oczami podkreślonymi kreską na górnej powiece.
- Dzięki, masz rację, czarna lepsza. – odwróciłam się żeby odłożyć niepotrzebny towar. Gdy chciałam się przedstawić dziewczyny już nie było. Rozglądnęłam się w około. Wychodziła ze sklepu krokiem modelki lekko kołysząc biodrami. Naprawdę była ładna. Poszłam zapłacić i szybko wróciłam do mamy. Byłam padnięta, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Musiałam najpierw odczekać swoje w korkach ulicznych. Pod domem spotkałyśmy się z tatą, który skończył dziś wcześniej. Dzisiaj byłam wykończona, więc od razu poszłam spać. Następnego dnia zaczęłam rozpakowywać torby i wieszać rzeczy na wieszaki. Garderoba zapełniała się z każdą siatką. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, który wskazywał, że dostałam maila. Otworzyłam laptopa i zaczęłam czytać:
Panno Homa,
Jest nam niezmiernie miło poinformować, że dostała się Pani do naszej szkoły. Pani podanie zrobiła na nas ogromne wrażenie. Nie możemy się doczekać, aby podjąć z Panią współpracę.
- Z chęcią. Daj mi pół godziny.
Za ten czas zdążyłam się ubrać i pomalować. Do Centrum Handlowego mamy pół godziny samochodem, ale razem z korkami zejdzie do godziny. Nie sądziłam, że tak wielką ulgę mogą sprawić ulotki z mapką CH. Tutaj były one naprawdę ogromne i nietrudno było się w nich zgubić. Dwa pietra budynku zajmowały sklepy odzieżowe, kolejne piętro było obłożone obuwniczymi, następnie drogerie i apteki, na końcu zaś znajdowały się kawiarnie i fast- foody. Cieszyłam się, że postanowiłam ubrać Conversy. W innych butach nogi zaraz by mnie rozbolały. Na pierwszych dwóch piętrach spędziłyśmy niecałe 3 h. Dziesiątki sklepów wypełnionych po brzegi ubraniami. Na kolejnych kondygnacjach poszło trochę szybciej. Po 5 h nareszcie poszłyśmy coś zjeść.
- Zadowolona z zakupów?
- Bardzo. Już mam plan co założyć pierwszego dnia. Ale cały czas kusi mnie żeby wrócić po tamtą torbę. Tylko nie mogę się zdecydować na kolor. Czarna będzie bardziej uniwersalna, ale ta miętowa jest śliczna. A Ty którą byś wybrała?
- Obie są ładne, ale to Twój wybór. Nie mam siły wracać do sklepu. Masz pieniądze i idź i ją kup, a ja poczekam tutaj.
- OK. Zaraz wracam.
Szłam schodami na dół zastanawiając się nad kolorem torebki. Gdy doszłam pod sklep nie byłam ciągle zdecydowana. Wzięłam obydwie sztuki do ręki wyobrażając sobie, która będzie mi bardziej pasować.
- Czarna lepsza. – usłyszałam za sobą. – Zresztą miętową będzie miało pół dziewczyn w szkole.
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego wzrostu, szczupłą brunetkę z zielonymi oczami podkreślonymi kreską na górnej powiece.
- Dzięki, masz rację, czarna lepsza. – odwróciłam się żeby odłożyć niepotrzebny towar. Gdy chciałam się przedstawić dziewczyny już nie było. Rozglądnęłam się w około. Wychodziła ze sklepu krokiem modelki lekko kołysząc biodrami. Naprawdę była ładna. Poszłam zapłacić i szybko wróciłam do mamy. Byłam padnięta, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Musiałam najpierw odczekać swoje w korkach ulicznych. Pod domem spotkałyśmy się z tatą, który skończył dziś wcześniej. Dzisiaj byłam wykończona, więc od razu poszłam spać. Następnego dnia zaczęłam rozpakowywać torby i wieszać rzeczy na wieszaki. Garderoba zapełniała się z każdą siatką. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, który wskazywał, że dostałam maila. Otworzyłam laptopa i zaczęłam czytać:
Panno Homa,
Jest nam niezmiernie miło poinformować, że dostała się Pani do naszej szkoły. Pani podanie zrobiła na nas ogromne wrażenie. Nie możemy się doczekać, aby podjąć z Panią współpracę.
Rozpoczęcie roku akademickiego w
naszej uczelni rozpoczyna się 1 września
o godzinie 10.00. W tym dniu uczniowie
spotykają się w budynku i zapisują na poszczególne przedmioty w zależności od
zainteresowań. W Pani wieku uczęszcza się na 3- 5 przedmiotów, które na ogół
przygotowują nas do zawodu wykonywanego w przyszłości.
Pozdrawiamy,
Dyrekcja.
Kurde! Zapomniałam wysłać gdziekolwiek podanie, ale jak widać rodzice zrobili to za mnie. Po wejściu na adres internetowy szkoły byłam pod wrażeniem. Nie była to publiczna uczelnia, jednak też nie prywatna. Taka pośrodku. Od publicznej różniła się przede wszystkim wyższym standardem w pracowniach. Za tą szkołę trzeba także płacić czesne. Narzekać nie mogę. Mimo, że była dopiero 17 ja już poszłam pod prysznic. Nałożyłam sobie maseczkę, pomalowałam paznokcie na brązowo, chciałam, żeby jutro wszystko było idealnie. W końcu to mój wielki dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz