- Effie,
mogłabyś wyłączyć telefon i skupić się na lekcji! Rozumiem, że to ostatni dzień
nauki ale nie zwalnia was to od myślenia i aktywności na lekcji!
- Rozumiem, przepraszam- wyciągnęłam iphona i szybko go wyciszyłam. Dyskretnie schowałam go pod zeszyt i przeczytałam sms-a: „Drugie piętro. ASAP*”. Był od Cassie. Mojej najlepszej przyjaciółki.
- Przepraszam. Emm, czy mogłabym wyjść na chwilę do toalety, źle się czuję.
- Za dwadzieścia minut będzie dzwonek. Nie możesz poczekać jeszcze chwilę ?
Pokiwałam przecząco głową, chwyciłam torebkę i wyszłam z klasy. Szybko pokonałam schody i zaraz znalazłam się naprzeciwko Cass.
- Hej. Ja… Ja nie wiem, jak Ci to powiedzieć. no bo…
- Cass. Wyduś to z siebie w końcu. Musze wracać na biologie!
- Widziałam jak Tomek całuję się z Lolą…
Cassie mówiła dalej, ale ja jej nie słuchałam. Po prostu mnie zamurowało, nie wiedziałam co mam robić. Czułam jakby cały mój świat rozpadł się na miliony małych kawałeczków. Jak on mógł to zrobić? Byliśmy razem dwa lata. Dwa zmarnowane lata na tego idiotę!
- … kazał Ci to przekazać.
- Co ?
- Słuchasz mnie w ogóle? Jak zorientował się, że ich widziałam, podszedł do mnie i dał mi tą kartkę, mówiąc żebym dała ją Tobie. Wzięłam niechętnie kawałek kartki wytargany niezgrabnie z zeszytu. Otworzyłam i zaczęłam czytać:
„Ef, przepraszam ale nie możemy być już razem. Zrozumiałem, że kocham kogoś innego. Ułóż sobie życie beze mnie. Wybacz. Tom.”
Łzy napłynęły mi do oczu. Sukinsyn! Nienawidzę go!
- Rozumiem, przepraszam- wyciągnęłam iphona i szybko go wyciszyłam. Dyskretnie schowałam go pod zeszyt i przeczytałam sms-a: „Drugie piętro. ASAP*”. Był od Cassie. Mojej najlepszej przyjaciółki.
- Przepraszam. Emm, czy mogłabym wyjść na chwilę do toalety, źle się czuję.
- Za dwadzieścia minut będzie dzwonek. Nie możesz poczekać jeszcze chwilę ?
Pokiwałam przecząco głową, chwyciłam torebkę i wyszłam z klasy. Szybko pokonałam schody i zaraz znalazłam się naprzeciwko Cass.
- Hej. Ja… Ja nie wiem, jak Ci to powiedzieć. no bo…
- Cass. Wyduś to z siebie w końcu. Musze wracać na biologie!
- Widziałam jak Tomek całuję się z Lolą…
Cassie mówiła dalej, ale ja jej nie słuchałam. Po prostu mnie zamurowało, nie wiedziałam co mam robić. Czułam jakby cały mój świat rozpadł się na miliony małych kawałeczków. Jak on mógł to zrobić? Byliśmy razem dwa lata. Dwa zmarnowane lata na tego idiotę!
- … kazał Ci to przekazać.
- Co ?
- Słuchasz mnie w ogóle? Jak zorientował się, że ich widziałam, podszedł do mnie i dał mi tą kartkę, mówiąc żebym dała ją Tobie. Wzięłam niechętnie kawałek kartki wytargany niezgrabnie z zeszytu. Otworzyłam i zaczęłam czytać:
„Ef, przepraszam ale nie możemy być już razem. Zrozumiałem, że kocham kogoś innego. Ułóż sobie życie beze mnie. Wybacz. Tom.”
Łzy napłynęły mi do oczu. Sukinsyn! Nienawidzę go!
Nie wróciłam
na lekcje. Ostatni dzień, ostatniego roku w tej głupiej szkole. Nie miałam po
co wracać. Do domu miałam może jakieś 3 km. Musiałam wyładować stres, który
kumulował się we mnie już od kilku dni. Przerzuciłam torbę przez ramię i zaczęłam
biec. Nie zwracałam uwagi na przechodniów. Czułam się fatalnie. Moim marzeniem
w tej chwili było jak najszybciej znaleźć się w łóżku z kubkiem herbaty w ręku.
Nareszcie w domu, pomyślałam wchodząc na klatkę schodową. Na
moje szczęście nie spotkałam żadnego sąsiada na klatce. Wyglądałam koszmarnie.
Rozmazany tusz i spuchnięty nos od płaczu. Gdy chciałam włożyć klucz do zamka
usłyszałam jak moja mam rozmawia przez telefon. Nie poszła dzisiaj do pracy?
- Cześć kochanie! Co tak wcześnie? – usłyszałam ciepły glos z pokoju. Mama była moją najlepsza przyjaciółką. Urodziła mnie w młodym wieku. Nie byłam zaplanowaną ciążą. Po prostu wpadka. Upili się razem z tata na imprezie i jakoś tak wyszło. Ale cieszę się z tego, bo przynajmniej wysłucha moje problemy i potrafi ze mną porozmawiać, dać radę czy pośmiać się z byle czego. Rozumie mnie i to w niej najbardziej kocham.
- Hej, źle się czułam. Zresztą to już ostatni dzie….- urwałam w połowie. Gdy weszłam do pokoju przeżyłam szok. Na podłodze było mnóstwo pudeł. W jednych książki, w innych ubrania. Zresztą tylko one były na podłodze. Nie było łóżka, fotela, biurka. Ze ścian znikły obrazy i zegar.
- Myszko. Przeprowadzamy się. Ja wiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale tato dostał wspaniałą ofertę pracy. Zrozum, musimy. – Nie myślałam. Po usłyszeniu słów „przeprowadzamy się” byłam wniebowzięta. Rzuciłam się mamie na szyję. Niczego nie pragnęłam tak bardzo jak przenieść się w nową okolicę, poznać nowych ludzi i zacząć życie od nowa. Bez Toma. – Cieszę się, że się cieszysz. Nie byłam pewna jak to zniesiesz, przecież tutaj masz znajomych. Tu się wychowałaś.
- Nie przesadzaj! Tylko powiedz mi gdzie będziemy mieszkać!
- Nowy York.
- Nie wierze, po prostu nie wierze! Uszczypnij mnie bo, to chyba tylko piękny sen. – to było jak spełnienie moich wszystkich marzeń. Milion razy wyobrażałam sobie podobną scenę przed pójściem spać, ale nie wierzyłam, że kiedyś się ziści.
- To prawda skarbie. A teraz idź do łazienki się trochę ogarnąć, bo z wrażenia, aż się rozmazałaś, a potem spakuj resztę swoich ubrania i zawartość biurka. Nie chciałam ruszać Twoich prywatnych rzeczy. Musisz się pośpieszyć. Jutro wieczorem mamy lot.
Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i przeglądnęłam się w lustrze. Wyglądałam makabrycznie. Moje długie, blond włosy, spięte w byle jakiego kucyka były po kołtunione, resztki tuszu zostały mi w kącikach oczu a do tego wielki pryszcz na brodzie. Przebrałam rurki na dresy. A sweterek na podkoszulek, który ciocia przywiozła mi z Hiszpanii. Podniosłam koszulkę i stanęłam jeszcze raz przed lustrem. Mój brzuch, część ciała, której nienawidziłam. Nie byłam mega gruba, ale na pewno nie nazwałabym siebie chudą. Przypominają mi o tym też moje uda. KONIEC, czas na zmiany. Nowe miejsce, nowa ja !
Wzięłam od mamy moją walizkę i zaczęłam się pakować. Po przeglądnięciu szafy wzięłam tylko dwie pary jeansów, sukienkę, strój kąpielowy, bluzę i kilka podkoszulków. Reszta nadawała się do śmietnika. Tak samo było z butami. Zostawiłam sobie Conversy na podróż i wzięłam tylko jedne baletki. Z zawartością biurka było podobnie. Spakowałam mojego tableta, wierze z głośnikami, słuchawki, ipoda kilka książek i płyty. One stanowiły najważniejsza część mojego życia. Muzyka była dla mnie wszystkim. W śród płyt znalazły się takie albumy jak „Take me home” – One Direction, „Believe” – Justina Biebera, „+” – Eda Sheerana i kilka innych. Do kosmetyczki włożyłam małą ilość kosmetyków i lakierów do paznokci. W sumie wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, jednak zajęły one całe miejsce w walizce. Z boku upchnęłam dwie ulubione torby i plecak. Do małej kieszeni na pokrywie włożyłam swój pamiętnik. Nie zorientowałam się kiedy była już 20. Wzięłam szybki prysznic i zjadłam kolację z rodzicami.
-Więc, Effie. Co myślisz o przeprowadzce? – rozmowę zaczął tato. – Oliwia mówiła, że ucieszyłaś się.
- Tak, naprawdę potrzebuję teraz zmianę miejsca, a o Nowym Jorku zawsze marzyłam.
- Cieszę się. – Powiedział i popatrzył na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, pełnymi miłości i troski. Z nim też miałam dobry kontakt, ale nie taki jak z mamą. Prawdą jednak jest, że mnie rozpieszczał. Chce żebym wszystko miała, niczego mi nie brakowało. Myślę, że chce wynagrodzić mi to, że jestem jedynaczką. Zawsze chciałam mieć braciszka, ale niestety po urodzeniu mnie moja mama nie może zajść w kolejną ciążę. – Ale teraz już idź spać. Jutro odbierasz świadectwo i musisz pożegnać się ze znajomymi. Dobranoc kochanie. – pocałował mnie w czoło.
- Branoc.
- Cześć kochanie! Co tak wcześnie? – usłyszałam ciepły glos z pokoju. Mama była moją najlepsza przyjaciółką. Urodziła mnie w młodym wieku. Nie byłam zaplanowaną ciążą. Po prostu wpadka. Upili się razem z tata na imprezie i jakoś tak wyszło. Ale cieszę się z tego, bo przynajmniej wysłucha moje problemy i potrafi ze mną porozmawiać, dać radę czy pośmiać się z byle czego. Rozumie mnie i to w niej najbardziej kocham.
- Hej, źle się czułam. Zresztą to już ostatni dzie….- urwałam w połowie. Gdy weszłam do pokoju przeżyłam szok. Na podłodze było mnóstwo pudeł. W jednych książki, w innych ubrania. Zresztą tylko one były na podłodze. Nie było łóżka, fotela, biurka. Ze ścian znikły obrazy i zegar.
- Myszko. Przeprowadzamy się. Ja wiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale tato dostał wspaniałą ofertę pracy. Zrozum, musimy. – Nie myślałam. Po usłyszeniu słów „przeprowadzamy się” byłam wniebowzięta. Rzuciłam się mamie na szyję. Niczego nie pragnęłam tak bardzo jak przenieść się w nową okolicę, poznać nowych ludzi i zacząć życie od nowa. Bez Toma. – Cieszę się, że się cieszysz. Nie byłam pewna jak to zniesiesz, przecież tutaj masz znajomych. Tu się wychowałaś.
- Nie przesadzaj! Tylko powiedz mi gdzie będziemy mieszkać!
- Nowy York.
- Nie wierze, po prostu nie wierze! Uszczypnij mnie bo, to chyba tylko piękny sen. – to było jak spełnienie moich wszystkich marzeń. Milion razy wyobrażałam sobie podobną scenę przed pójściem spać, ale nie wierzyłam, że kiedyś się ziści.
- To prawda skarbie. A teraz idź do łazienki się trochę ogarnąć, bo z wrażenia, aż się rozmazałaś, a potem spakuj resztę swoich ubrania i zawartość biurka. Nie chciałam ruszać Twoich prywatnych rzeczy. Musisz się pośpieszyć. Jutro wieczorem mamy lot.
Poszłam do łazienki. Przemyłam twarz zimną wodą i przeglądnęłam się w lustrze. Wyglądałam makabrycznie. Moje długie, blond włosy, spięte w byle jakiego kucyka były po kołtunione, resztki tuszu zostały mi w kącikach oczu a do tego wielki pryszcz na brodzie. Przebrałam rurki na dresy. A sweterek na podkoszulek, który ciocia przywiozła mi z Hiszpanii. Podniosłam koszulkę i stanęłam jeszcze raz przed lustrem. Mój brzuch, część ciała, której nienawidziłam. Nie byłam mega gruba, ale na pewno nie nazwałabym siebie chudą. Przypominają mi o tym też moje uda. KONIEC, czas na zmiany. Nowe miejsce, nowa ja !
Wzięłam od mamy moją walizkę i zaczęłam się pakować. Po przeglądnięciu szafy wzięłam tylko dwie pary jeansów, sukienkę, strój kąpielowy, bluzę i kilka podkoszulków. Reszta nadawała się do śmietnika. Tak samo było z butami. Zostawiłam sobie Conversy na podróż i wzięłam tylko jedne baletki. Z zawartością biurka było podobnie. Spakowałam mojego tableta, wierze z głośnikami, słuchawki, ipoda kilka książek i płyty. One stanowiły najważniejsza część mojego życia. Muzyka była dla mnie wszystkim. W śród płyt znalazły się takie albumy jak „Take me home” – One Direction, „Believe” – Justina Biebera, „+” – Eda Sheerana i kilka innych. Do kosmetyczki włożyłam małą ilość kosmetyków i lakierów do paznokci. W sumie wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, jednak zajęły one całe miejsce w walizce. Z boku upchnęłam dwie ulubione torby i plecak. Do małej kieszeni na pokrywie włożyłam swój pamiętnik. Nie zorientowałam się kiedy była już 20. Wzięłam szybki prysznic i zjadłam kolację z rodzicami.
-Więc, Effie. Co myślisz o przeprowadzce? – rozmowę zaczął tato. – Oliwia mówiła, że ucieszyłaś się.
- Tak, naprawdę potrzebuję teraz zmianę miejsca, a o Nowym Jorku zawsze marzyłam.
- Cieszę się. – Powiedział i popatrzył na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, pełnymi miłości i troski. Z nim też miałam dobry kontakt, ale nie taki jak z mamą. Prawdą jednak jest, że mnie rozpieszczał. Chce żebym wszystko miała, niczego mi nie brakowało. Myślę, że chce wynagrodzić mi to, że jestem jedynaczką. Zawsze chciałam mieć braciszka, ale niestety po urodzeniu mnie moja mama nie może zajść w kolejną ciążę. – Ale teraz już idź spać. Jutro odbierasz świadectwo i musisz pożegnać się ze znajomymi. Dobranoc kochanie. – pocałował mnie w czoło.
- Branoc.
Msza w kościele szybko minęła, pani dyrektor też specjalnie się nie rozgadywała. Po otrzymaniu dyplomu ukończenia gimnazjum, byliśmy wolni. Wyszliśmy całą paczką ze szkoły.
- To co? Zaczynamy dwumiesięczny melanż?? – usłyszałam głos pisiora. Miał na imię Kamil, ale my mówiliśmy na niego pisior. Nawet już nie pamiętam skąd wzięło się to przezwisko.
- Nie tak całkiem. – zaczęłam – Przeprowadzam się dzisiaj. Nie wiem kiedy się znowu zobaczymy. Pewnie dopiero w ferie, albo nawet w wakacje. Nie powiedziałam wam wcześniej, bo sama się dowiedziałam wczoraj.
- ŻE CO?! Jak to ?
- Gdzie? Po co ?
- Normalnie. Wieczorem mam lot. Będę mieszkać w Nowym Yorku. – wszyscy stali jak wryci. Nie wiedzieli co mają powiedzieć. Patrzyłam na nich wzrokiem: błagam zróbcie cos, powiedzcie coś tylko przerwijcie tę ciszę.
- Będę tęsknić kochana! – Cassie rzuciła mi się na szyję, a za nią Szymon, Kamil, Bartek, Nicola i Pyśka. Zaczęłam płakać. Gdy odkleili się ode mnie, Nicola starła mi łzy.
- Mam nadzieję, że to łzy szczęścia! Musisz coś obiecać. Masz codziennie pisać smsa co u Ciebie słychać, i dzwonić minimum 2 razy w tygodniu. W każdy weekend konferencja na skypie. Rozumiesz?
- Tak. Kocham was.
- My Ciebie też. Będziemy tęskić. – Usłyszałam klakson samochodu. To moi rodzice. W samochodzie były już wszystkie walizki. Cały nasz dobytek zamknięty w kilku walizkach i pudłach. Mieliśmy już jechać. Lot mamy o 19 ale na samo lotnisko musimy jechać 4 h. Rzuciłam ostatni uśmiech w stronę przyjaciół, po czym wsiadłam do samochodu.
Droga minęła bezproblemowo. Wypakowaliśmy walizki, a samochód razem z pudłami oddaliśmy firmie, która dostarczy go do NYC.
*Pasażerowie lotu do Nowego Jorku proszeni są do podejścia do bramek G i H*.
Szybka odprawa i siedziałam już na pokładzie samolotu.
- Nowy Yorku – nadchodzę – pomyślałam.
*ASAP – as soon as possible (tak szybko jak to możliwe)
Cześć!
Zaczynam pisać bloga. Pierwszy rozdział już za mną :D Nie będzie to blog typu: przeprowadziła się, poznała chłopaka, są parą, pokłócili się, pogadali, wrócili do siebie i koniec. Będzie to blog o codziennym życiu nastolatki, która całkiem zmieni swoje życie (na lepsze oczywiście). Zamierzam dodać motywy z różnych seriali, także myślę, że będzie ciekawy. Byłabym wdzięczna, gdybyście zostawili komentarz czy wam się podoba, co byście zmienili i podali link znajomym bądź udostępnili go na swoich TT, tak żeby ludzie wiedzieli, że on istnieje :D
XOXO
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz